Nadciąga zima…. Oczywiście ta pora roku ma swój urok też, ale my preferujemy jednak jak jest odrobinę cieplej… Chwilowo nie mieszkamy jeszcze w Kazuniu bo trwa remont… Więc mając chwilę wolną postanowiłem, wraz z wierną załogę pojechać i sprawdzić postępy. A po co psia załoga ? Mimo, że mieszkamy w domu w lesie i w teorii jest gdzie pobiegać – nowe zapachy są na wagę złota 🙂 A okolice Kazunia to masa łąk, Wisła, dwa jeziora, kilka bagien, rzeczek, krzaki, lasy. Jednym zdaniem – jest gdzie łazić i warto to robić – przyjemnie się dotlenić a i zdrowo (podobno – bo w niektórych miejscach w samym Kazuniu jeszcze mentalność wprost z rad Prezesa – można palić oponami w piecu – ale tylko zimowymi).
A więc nim do domu na inspekcję to spacer…. I tak – zaledwie niecałe 2km od naszej nowej miejscówki jest polna droga, w którą nie zapędzałbym się bez napędu 4×4 i wyższego zawieszenia – to tak jakby komuś do głowy wpadło… . Ale da się przy wjeździe zostawić auto i dalej spacerem… . Zwłaszcza jeśli ktoś ma takich dwóch wariatów jak moi – oni uwielbiają węszyć, biegać, bawić się (choć z boku wygląda to jak walka dwóch tygrysów), Nauczeni sią, że nie należy ganiać za sarnami, łosiami czy bażantami, których w tych okolicach mamy po kokardę – więc nikomu nie wadzimy.

Oczywiście jak to zwykle od pewnego czasu bywa (dokładniej jak oddałem do naprawy 2 lata temu Americano do jednego „fachowca” spod Wrocławia, co to ekspertem od 6.5TD V8 się mieni) nie obyło się bez przygód… Otóż będąc w maju na wypadzie do Bośni i Hercegowiny (o czym w innym poście) gdzieś podobno rozwaliłem felgę… Pomijam to, że nie bardzo wiem jak to możliwe i gdzie, ale nic to… Wspomniany w nawiasie „fachowiec” naprawi felgę – tj. wyprostował, zespawał i skasował 600 PLN i…. No właśnie – jak spierniczało powietrze tak spiernicza… Tylko w inny sposób – dotychczas schodziło powoli… A po naprawie jest tak, że czasem schodzi powoli a czasem „jeb” i powietrza nie ma wcale… Tak i tym razem się „stanęło”. Na szczęście na wyposażeniu auta jest kompresor powietrza wraz z wężami i manometrem. Zatem czas na wąchanie dla psów…. A ja do roboty… .
Budując terenówkę na początku nie zdawałem sobie sprawy jakie to przydatne urządzenie tak na marginesie… Dziś to było dopompowanie koła, ale na różnych wyjazdach i nie tylko służy też do różnych innych celów, np.
- rozdmuchiwanie ogniska 😉
- czyszczenie auta wewnątrz 😉
- ale i przywracanie do życia ubłoconego i zaschniętego alternatora
- pompowanie różnych dmuchanych materacy, piłek itp.
- ba ! kiedyś nawet ogrodową instalację nawadniania przedmuchiwałem
- nie wspominając o uzupełnianiu powietrza w hydroforze
- w przypadku Discovery II sterował też zapięciem blokady tylnego mostu
A jakie Wy jeszcze zastosowanie dla kompresora macie ?
Jeśli zaś chodzi o sam kompresor…. Dotychczas używałem zainstalowanego na stałe elektrycznego kompresora ARB…. Ale budując Americano dałem się namówić (czego z perspektywy czasu żałuję ze względu znów na gównianą robotę) na kompresor zamontowany na silniku – kompletny przerost formy nad treścią. Nie wiem od czego to kompresor – wielu śmieje się, że ze starego Jelcza. Rzecz jasna ma akumulator powietrza (zbiornik) co trochę ułatwia życie… Ale z założenia miał obsługiwać narzędzia pneumatyczne… Jako, że nie daje sobie rady z tematem (bo zbiornik zbyt mały a kompresor zbyt wolno go nabija) usłyszałem radę od „mistrza” pt. „połóż coś ciężkiego na pedale gazu i wtedy będzie pompował szybciej….”. Chyba nie o to chodziło… . A kosztowało majątek, waży od cholery, dostęp do silnika utrudnia no i rzecz jasna stanowi dodatkowe obciążenie…
Oczywiście jeśli jesteście na etapie wyboru kompresora i jego montażu – dobrze przemyślcie gdzie będzie złączka do węża. Musi być łatwo dostępna i nie „zasypywalna” toną bagażu. Jednakże trzeba pamiętać, że musi też być chroniona przed wodą, piachem i całym syfem jakiego na offroadach nie brakuje. Ja mam ją dość blisko kompresora zainstalowaną – tuż pod maską (dlatego „morda otwarta” na zdjęciu). Aaaaa ! I jeszcze jedno – wąż – są fajne, lekkie, cieniutkie „sprężyny” made in China… ale sprawdzają się baaaardzo przeciętnie. Słabej jakości wąż będzie też sztywny zimą, załamujący się itp. Dlatego ja „zainwestowałem” w profesjonalny gumowy zbrojony – z dwóch stron szybkozłączka standardowa. Nie zagina się zbyt łatwo, zachowuje elastyczność, trudno go uszkodzić – no i długi jest na tyle, że nie tylko dookoła auta bez problemu mogę się przemieszczać… Tyle, że zajmuje miejsce… Ale wiadomo – coś za coś… . Do węża mam też w aucie zawsze 2 końcówki – zwykłą z manometrem i taką pistoletową „do przedmuchiwania” zwiększającą jeszcze ciśnienie…
No dobra…. Wracając do zwierzaków – z tym wąchaniem to przesadziłem – towarzystwo po przebiegnięciu terenu dookoła, kilku podbiegach, podskokach i przepychankach postanowiło się relaksować… 😉
Natomiast całe otoczenie zdawało się przypominać ciągle „nadciąga zima” – bo i 16 stała się 16 w nocy… I wszelkie pozostałe ptactwo na ów łąkach zdaje się odlatywać…. W sumie najwyższa pora – mamy przecież połowę listopada…

